
Mimo tego chwytliwego sloganu, Chełmno nie znajduje się w obszarze zainteresowań przeciętnego turysty. Sama nazwa bywa myląca. W koncu, w pobliżu znajduje się Chełmża, a położony w zupełnie innej części Polski Chełm jest z pewnością bardziej rozpoznawalny. Miłośników Gotyku przyciąga raczej niedaleki Toruń. Zwolennicy większych miast i ich atmosfery wybierają zapewne Gdańsk, do którego też nie jest daleko z Chełmna. Ale niewiele osób decyduje się nadłożyć drogi, by trafić akurat tutaj. Zabytki Chełmna, choć unikalne, to nadal za mało, by odpowiednio zachęcić do odwiedzin. Sprawia to, że w mieście wyczuwalna jest atmosfera zapomnienia. Fronty kamienic od dawna nie widziały ekip remontowych (szczególnie tych z lat 90-tych, które tak ochoczo poprawiały stare elewacje za pomocą kartongipsu), więc miejski anturaż jest bardzo naturalny, a jego surowość i szarość dodatkowo uwypukla rozliczne gotyckie perełki rozrzucone dookoła. Współczesność odcisnęła oczywiście i tu swoje piętno. Znaleźć można chociażby Biedronkę zlokalizowaną przy jednej z najważniejszych uliczek prowadzących na renesansowy rynek. Są tutaj i inne “sieciowe” sklepy, a neony banków czy SKOK-ów kuszą tych wszystkich, którym nie starcza do pierwszego. Ale stare Chełmno pozostaje nadal w dobrej kondycji i nie zamierza się raczej zamienić w tandetne świecidełko dla turystów. Co mnie zresztą bardzo cieszy!



Ów klimat zapomnienia ma swoje zalety, ale również wady, szczególnie dla mieszkańców, którzy muszą tutaj w końcu pracować, żyć i jakoś sobie radzić. Pisząc wprost, jest tu raczej skromnie, by nie napisać wręcz, że jest po prostu biednie. Bezrobocie zapewne niebezpiecznie szybuje tu w górę, a najbliższe sensowne pensje czekają na odważnych i upartych w Toruniu czy też Bydgoszczy… Z punktu widzenia przygodnego gościa, miło jednak dowiedzieć się, że są w Polsce jeszcze takie miasta, które zachowały się tak dobrze i w których można znaleźć aż tak wiele śladów “Historii przez duże H”.



Chełmno posiada prawa miejskie od XIII wieku. Jego układ ubranistyczny wywodzi się wprost ze średniowiecza i przez stulecia nie uległ poważnym modyfikacjom. Stare Miasto stanowi zwartą jedność i posiada wiele zabytków,w tym aż siedem gotyckich kościołów - niektóre z nich są naprawdę wspaniałej urody. Całość jest otoczona, zachowanym prawie w całości, murem, którego długość ustępuje jedynie słynnemu, francuskiemu Carcassonne. Nic dziwnego więc,że spacery po Chełmnie należały do doświadczeń zdecydowanie przyjemnych, tym bardziej, że przez cały pobyt mieliśmy wrażenie, że jesteśmy tu jedynymi gośćmi.Było to oczywiście uczucie mylne, ale jakże przyjemne, szczególnie po wizycie we Władysławowie.





Jak przystało na średniowieczne miasteczko, centralnym punktem jest tu oczywiście Rynek na którym zlokalizowany jest Ratusz. Budynek pochodzi z XIII wieku, ale obecnie cieszy oczy przerobiony na renesansową modłę. Nie jest wielki, ale nic dziwnego, bo i samo Chełmno wielkie nigdy nie było. Za to, przyznać trzeba, że mimo swoich rozmiarów, bywa tutaj tak miejsko, jak i różnorodnie. Szczególnie gdy odbije się od “głównych” arterii Starego Miasta i zboczy się gdzieś w bok. Patrząc na kamienice widać, że mimo iż są zapuszczone, to nadal zaskakują zdobieniami, formami, stylami. Czuć, że miasto to powstawało przez wieki, a jego obecny kształt, mimo średniowiecznej formy, ukształtowało się przez setki lat istnienia. Są tu więc tak budynki bardziej nobliwe (bliżej Rynku), jak i takie, rzec by można, “wiejskie”, zazwyczaj parterowe, wciśnięte gdzieś pomiędzy wyższych sąsiadów.



Mając na uwadze rozmiary miasta (obecnie dwadzieścia tysięcy mieszkańców), zdziwić może tak liczba, jak i wygląd tutejszych świątyń. Kościoły są naprawdę duże i stanowią istotny punkt na mapie Europejskiego Szlaku Gotyku Ceglanego. Można sobie tylko wyobrazić jakie wrażenie robić musiały przed wiekami, gdy większość mieszkańców żyła w podłych, zapadłych norach, zaś Kościoły lśniły potęgą i wystawały ponad swoje otoczenie. Cóż, zadziwia mnie to za każdym razem gdy odwiedzam jakiekolwiek średniowieczne miasto. Ale czy ta pycha budowniczych to coś nam zupełnie obcego? Chyba nie. Tak jest widać najwyraźniej ułożony nasz świat. Dzisiaj zachwycamy się drapaczami chmur, które symbolizują potęgę nowego, uniwersalnego Bóstwa jakim jest pieniądz i pokornie żyjemy w cieniu tych świątyń kapitału.

Chełmno ujęło mnie także detalami, które podkreślają wielowiekową historię miasta. W jednym z Kościołów znajduje się na ten przykład kawałek czaszki Świętego Walentego. I to od kilkuset dobrych lat! Owa relikwia jest powodem dla którego miasto reklamuje się jako miejsce spotkań zakochanych. Tak swoją drogą, ciała świętych zazwyczaj rozdrapywane były na drobne kawałki, więc w Europie znaleźć można kilka(naście) świątyń, w której znajdziemy a to palec, a to piszczel, a to inny kawałek żebra należący do tego męczennika.

Inną ciekawostką są kule armatnie, które uważne oko wypatrzy w jednym z fragmentów miejskich umocowań. Pochodzą one jeszcze ze Szwedzkiego Potopu. Wyobraźnia podpowiada, że zostały wystrzelone i w ten sposób utkwiły pomiędzy cegłami, jednak rzeczywistość jest zdaje się nieco bardziej prozaiczna - są wmurowane na pamiątkę tych wydarzeń. Spacer dookoła murów jest zresztą doskonałym sposobem na poznanie Chełmna.

Z kolei, na jednej ze ścian Ratusza znajduje się niepozorny, metalowy pręt. Jest to tzw. pręt chełmiński, który był oficjalną miarą długości używanej w Państwie Zakonu Krzyżackiego, w granicach którego Chełmno oczywiście leżało. To kolejna i bynajmniej nie ostatnia drobna ciekawostka, która potwierdza, że Chełmno ma sporo do zaoferowania. W pewnym sensie, jest to taki "mały" Toruń. W przeciwieństwie jednak do swego sąsiada, miasteczko nadal czeka na odkrycie przez masową turystykę. Życzę tego mieszkańcom, z drugiej jednak strony, może być szkoda atmosfery jaka obecnie panuje w miasteczku - więc jeżeli ktoś chce ją poczuć, polecam wyjazd możliwie jak najszybciej. Ja również z chęcią przyjdadę tu ponownie.

***
W piątkowy poranek spakowaliśmy się, pożegnaliśmy z gospodarzami miłego przybytku w którym spaliśmy (w całym mieście są zdaje się w sumie dwa hotele - i oba należą do tych samych właścicieli) i ruszyliśmy do domu. W ten sposób zakończyliśmy nasze wielkie, polskie wakacje. Dwa tygodnie w drodze. Ponad tysiąc przejechanych kilometrów, poznanych pięć nowych miast i mnóstwo nowych, nieznanych emocji. Po tygodniach ciężkiej pracy, nocowania w biurze, porannych wyjazdach na dwanaście godzin z dala od domu, najbardziej cieszyłem się tego prozaicznego faktu, że przez kilkanaście dni mogłem ciągle przebywać z własnym dzieckiem. Brutalny jest ten świat, ale co zrobić.
Muszę przyznać, że wspominam ten wyjazd z dużym sentymentem i, o zgrozo!, już teraz planuję powtórzyć go w przyszłym roku. Oczywiście, wybierajac zupełnie inną trasę i inne punkty. I naturalnie omijając z daleka miejsca takie jak Władysławowo. Na szczęście, nie jest to trudne, bo jak pokazuje przykład Chełmna chociażby, jest w Polsce nadal wiele miejsc, które czekają na odkrycie i w których można ciekawie spędzić czas.



















































