Jeszcze mnie naszły wątpliwości czy aby nie zrezygnować z wypadu do Manzanilli i zostać w ten sposób jeden dzień dłużej na Tobago, ale krótki rekonesans zdjęciowy na flickr skutecznie wybił mi ten zamysł z głowy. Tamtejsza plaża jest wyjątkowo malownicza, słabo znana, spokojna i ponoć bezpieczna. Będzie okazja dłużej pogapić się na Ocean Atlantycki, bo Manzanilla to już wschodnie wybrzeże wyspy.
Tamtejsza droga, tzw. Coral, zalicza się z pewnością do nieoficjalnej listy „asfaltowych cudów świata“...
Dookoła palmy, wybrzeże tuż obok, a całość ciągnie się tak długimi kilometrami...
Ewentualne wykasowanie tego miejsca z bazy noclegów, byłoby niepowetowaną stratą, tylko, że nie mam tam żadnej rezerwacji i liczę na to, że nie będzie to żadnym problemem.
Wracając z Manzanilli będę miał już akurat blisko do Arimy, gdzie z kolei nie ma zupełnie czego oglądać :-).
Za tydzień o tej porze będę już bodajże w Dublinie, na moim ulubionym lotnisku. Tłocznym, nie do końca nowoczesnym, nieco prowincjonalnym, ale jednak – zdecydowanie najlepiej się kojarzącym. Może kiedyś przyjdzie pora na napisanie o tym jak to się na nim onegdaj pracowało... To także lotnisko na którym po wylądowaniu ma się czasem szczęście i zamiast przez rękaw tudzież autobusem, do budynku podąża się... piechotą przez pas startowy. Obrazek zdecydowanie rzadko spotykany w, bądź co bądź, cywilizowanym świecie.
Może tym razem uda mi się zobaczyć z okna Grenlandię – ostatnim razem było już za ciemno na takie wizualne atrakcje.
Zaś samo lądowanie w Port-of-Spain może wyglądać mniej więcej tak jak poniżej…
Potem “tylko” kolejny lot i lądowanie w Crown Point na Tobago – coś w ten deseń poniżej.
Plan działań też jest już ustalony: 4-5.09 Crown Point i ogólne zwiedzanie Tobago 6.09 Scarborough i ogólne zwiedzanie Tobago 7.09 rano promem na Trynidad i dzień w Port-of-Spain, zwiedzanie zachodniego brzegu wyspy 8.09 Manzanilla i okolice 9.09 Arima i uroki centralnej części wyspy 10.09 Wylot i do NYC ... 13.09 popołudniu wylot do Dublina
Plan zacny, mam nadzieję, że realizacja przebiegnie pomyślnie
Niesamowite. Zaglądam do działu z mapami w Traffic Clubie, a tam samotna, widać, że na mnie czekająca od lat, mapa Trinidadu & Tobago. Jak tu nie wierzyć, że byliśmy sobie przeznaczeni?
Zakup o tyle przydatny, że odległości w moim przewodniku podawane są nieprecyzyjnie. A dokładniej - raz na mapie podziałka to 5 km, a raz 10 km, tylko, że skala mapy zmianie nie ulega... Jako osoba posiadająca wybitny zmysł spostrzegawczości, po miesiącu, doszedłem do wniosku, że coś jest nie tak.
Nie wiem jednak jeszcze jaki mam plan zwiedzania. Tobago jakoś ogarnąłem, ale z dużą wyspą jest problem. Komunikacja publiczna nie wszędzie jest sensowna, a odległości nie tak małe, by to nie był problem. Głos rozsądku podpowiada, by po trzech dniach na Tobago, gdzie się wystarczająco nagapię na plaże, piasek i wodę, pojechać w miejsce, gdzie jest coś nowego. No ale nie wiem. Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Ale się dowiem :-)
Przy pomocy circumnavigatora kolegi Roberta, mam już bilet lotniczy na trasie z Port of Spain do Tobago. Dzięki :)
Lot jest zabawny z kilku powodów. Po pierwsze, będzie to czwarty przelot z rzędu - w ciągu ponad doby nalatam się "porządnie". Pewnie za porządnie nawet... Po drugie, sam lot trwa zaledwie 25 minut, czyli będzie najkrótszy z dotychczasowych. Gdzieś tam na świecie jest jeszcze jakaś krótsza trasa ale i ta zalicza się do wybitnie niestandardowych. Po trzecie, będzie to mój debiut na pokładzie Caribbean Airlines. Brzmi tak egzotycznie, chociaż kiedyś było jeszcze lepiej. British West Indian Airways, taka porządna kolonialna nazwa. Już nieaktualna :-( Lot odbędzie się Bombardierem Q300, którym już leciałem do Budapesztu niedawno i uważam, że jest to dobry samolot. W ostatniej fazie podróży będę miał dosyć wygodnie, a i plecak się zmieści pod nogami (wiem, bo przecież już sprawdzałem). A po czwarte, to jest to najtańszy bilet jaki nabyłem (no, chyba). 70 zł za przelot w jedną stronę. Bo z powrotem będę na Trynidad wracać promem - też tanim.