niedziela, 28 czerwca 2009

"Podgorica - a gdzie to w ogóle jest?"

Spokojnie. Ja też nie byłem na początku pewien. Podgorica to stolica Czarnogóry, czyli jednego z tysiąca państw jakie powstały gdy rozpadła się Jugosławia.
Podobno nie jest ciekawe szczególnie, ale w planach, tak jak napisałem, jest Kotor, Herceg Novi oraz Dubrownik. Pisałem kiedyś, że słabo znam naszych braci Słowian, Hungarów i wszystkie okoliczne kraje. Jest szansa na to, że po Węgrzech, poznam kolejne :-)

Mapka powyżej pokazuje lokalizację i, zupełnie chyba niechcący, mniej więcej cenę za bilet. Tanio nie jest, ale... Nie ma to jak spontan :-)
Do stolicy Montenegro lecieć będziemy przez Budapeszt. To kolejna ciekawostka, bo przecież uważni czytelnicy mojego bloga (czyli chyba tylko ja), pamiętają, że to tam w kwietniu byłem. Zobaczę więc lotnisko Ferihegy drugi raz w życiu i to dwa razy pod rząd. Czułem, że jeszcze tam zawitam.

Malevem nigdy nie leciałem, niestety przeloty odbębnimy chyba turbośmigłowymi wynalazkami więc będzie długo, głośno i ciasno. Za to także stosunkowo nisko, więc będzie okazja pogapić się na dobrze widoczne Tatry. Jeżeli pamięć mnie nie myli to przelotówka będzie na wysokości circa 5000 metrów. Widoki stamtąd dobre :-)
To już za kilka dni - oby.
Tymczasem, jestem bliski podjęcia ostatecznej decyzji co do wrześniowego wypadu. Szczegóły, być może, wkrótce.

środa, 24 czerwca 2009

Kolejne bilety, kolejne plany

Myślę, że jestem niereformowalny - nie minęło dużo czasu, a ja znowu mam w ręku bilety lotnicze.
Tym razem - Podgorica i okolice. Spontanicznie i dosyć krótko, za to w dobrym towarzystwie i w końcu jest jakiś cel tej podróży :-)
Planowane jest szwędanie się po Czarnogórskich oraz Chorwackich bezdrożach, zaliczenie Kotoru, Herzeg Novi oraz Dubrownika. I alkohol, dużo alkoholu.
Wylot - jeszcze tylko tydzień z haczykiem...

piątek, 12 czerwca 2009

No i klops

Klops. Do Stambułu jednak nie lecę - dopadło mnie życie w swojej najbardziej paskudnej i ostatecznej formie.
Wybór trudny nie był. Nawet gdybym poleciał to jedynie męczyłbym się na miejscu i wyczekiwał wieści stąd. Więc to i tak bez sensu.
Szkoda tylko przygotowań, wyczekiwania, pieniędzy... No ale są rzeczy ważniejsze, o czym ostatnio się dobitnie przekonuje.
Może chociaż we wrześniu się uda gdzieś polecieć?

sobota, 6 czerwca 2009

Jeszcze TYDZIEŃ

No, jeszcze tylko siedem dni i będę już w Stambule. Czas się wlecze tak bezczelnie wolno... Zapewne przyspieszy gdy będę już na miejscu...
Za tydzień o tej porze, będę się zapewne snuł po obcym mi mieście szukając miejsca gdzie jest mój hotel (hotel - jak to dumnie brzmi!). Lubię te pierwsze chwile każdego pobytu. Podniecenie, niepewność plus upór w tym, żeby koniecznie samemu, bez niczyjej pomocy, dojść do celu. Wszystko jest nowe. Po kilku dniach te same miejsca będą już znane doskonale i zabawnie będzie wspominać lapsusy pierwszych chwil.
Generalnie - cieszę się. Mam już totalnie dość rzeczywistości, nie żebym narzekał, ale podróż będzie ucieczką przed problemami, których to ostatnio mam nader dużo. Problemy nie znikną i naturalnie wiem, że w środę wieczorem będą na mnie czekały na Okęciu :-)