Mam jeszcze pomysł, by wyskoczyć gdzieś na weekend. Co prawda, nie mam już żadnego dnia wolnego do rozdysponowania (sic!), ale od czego są święta kościelne i państwowe? Dla chcącego – nic trudnego, można nawet wyjechać jedynie na sobotę i niedzielę. Trzeba tylko znaleźć takie połączenie, którego godziny pasują do koncepcji.
Roi mi się więc wypad na przełomie października i listopada. „Do wyboru” tak naprawdę tylko dwa miejsca. Albo Wilno albo Lwów. W obu nigdy nie byłem i oba z chęcią bym zobaczył. Jakoś ostatnio ciągnie mnie w kierunku naszej wschodniej granicy. Pomyślałem nawet, że fajnie byłoby odwiedzić wszystkie stolice państw jakie powstały w wyniku rozbicia ZSRR. Łącznie piętnaście krajów i tyleż miast. Na razie znam tylko dwa...
Na miejscu nie jest drogo, bilety są tanie, pokusa rośnie z każdą chwilą. Nie wiem czy mam siłę się tej koncepcji oprzeć.

Powyższa mapka pokazuje także kraj do którego wybieram się wstępnie na początku 2011 roku. Na razie jednak to bardzo odległa perspektywa...
