niedziela, 31 grudnia 2017

Podsumowanie roku

Rok 2017 to był dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Współcześni kronikarze wspominają, iż z wiosny szarańcza w niesłychanej ilości wyroiła się z Dzikich Pól i zniszczyła zasiewy i trawy…

...a tak na serio, to miniony rok był z podróżniczego punktu widzenia tyleż ciekawy, co i udany. Z rzeczy epokowych, po dłuższej przerwie znowu wsiadłem do samolotu. Byłem dwa razy w Londynie (gdyby nie moje odmowy, byłoby tych wyjazdów pewnie z dwa razy więcej), no i po latach wróciłem też do USA. Chicago mnie jakoś szczególnie nie chwyciło za serce. Jak tak sobie policzyłem, to wszystkie amerykańskie miasta, poza Los Angeles, oceniam od niego wyżej. Nie żeby było to złe miejsce, po prostu, Chicago gra w innej lidze niż Nowy Jork czy San Francisco, a nawet Seattle czy Nowy Orlean.

Wyjazdy po Polsce też należy uznać za udane. Nauczeni doświadczeniem, zmniejszyliśmy liczbę wojaży odbywanych “poza sezonem”. W naszym kraju, jeżdżenie jesienią czy zimą jest często naprawdę trudne i pozbawione sensu. Chociaż pobyty w Bielsku-Białej, Krakowie i Jeleniej Górze wspominam nader ciepło, pomimo aury.

Wakacje odbyliśmy w sprawdzonej już formule. Nie wyobrażam sobie, że miałoby być inaczej. Tym razem, zagrało wszystko, bo i pogoda była w porządku i w pracy dano mi spokój na te dwa tygodnie. Trasa była nieco inna niż zazwyczaj, bo odwiedziliśmy Podlasie, byliśmy na Mazurach, no i zaliczyliśmy depresję na Żuławach.

Ale o moim afekcie do Dolnego Śląska nie zapomniałem. Aczkolwiek, byłem tam tylko raz w tym roku. Trochę za mało, chociaż miejsce mieliśmy świetne, no i udało się sporo zobaczyć. No i taki to był rok, pozostawało mieć nadzieję, że kolejny, zwyczajowo, nie będzie gorszy, a kto wie, może nawet lepszy.