środa, 7 października 2009

Tak dla potomności i pamięci

Mimo ogólnego marazmu i tego, że poprzedni wpis jest nadal aktualny, w grudniu lecę do Stambułu z circumnavigatorem Robem.
Czyli jest tak jak chciałem – nie lecę sam.
Nie będzie co prawda wspólnych spacerów za rączkę wzdłuż Bosforu, czułych słów szeptanych w świetle księżyca, nie będzie zalotnych spojrzeń posyłanych zza zawstydzonych policzków, gdy zwiedzać będziemy wnętrze haremu... Można się za to spodziewać typowo męskich rozrywek, czyli picia piwa, jedzenia kebabów, gwizdania na kobiety (one to lubią!), palenia fajki wodnej i rozmów o życiu, mediach oraz grp’sach. Stambuł o tej porze roku może być pokryty śniegiem, zalany deszczem albo też może obdarować nas dosyć ładną pogodą i temperaturą w okolicach 15 stopni. Nie wiemy jak będzie ale wiemy jedno, to miasto po 6 grudnia nigdy już nie będzie takie samo. Więc jeżeli chcecie je zwiedzić, zróbcie to przed nami. Inaczej będziecie zmuszeni podziwiać jedynie takie ruiny jak te poniżej.