Jutro do Stambułu. Cieszyć się czy nie? Nie wiem.
Jeszcze niedawno pisałem, że koniec z podróżami. Że choć to przecież fajne hobby, to jednak niewiele dające. Człowiek odrywa się od problemów na jakiś czas, ale gdy wraca, to one witają go z radością na Okęciu, a do tego są z nimi nowe tabuny, bo problemy mają to do siebie, że gdy je pozostawić same sobie, rozmnażają się jak króliki.
Ale pewnego dnia, był to zapewne piękny dzień, pomyślałem sobie, że przecież gdyby nie te podróże, to o ostatnich dwóch latach mojego życia mógłbym powiedzieć jedynie, że były i się wydarzyły. A tak jest przynajmniej o czym opowiadać. A może byłoby o czym opowiadać, bo jakoś staram się nie chwalić tym, że w tym roku widziałem potęgę Nowego Jorku, jazz Nowego Orleanu, splendor Budapesztu, górskie serpentyny Czarnogórskich dróg, tłok atakujący Dubrownik, ciszę plaż Tobago czy w końcu szaleństwo Port-of-Spain. Mógłbym zanudzać tym wszystkich dookoła, ale nie chce mi się nikogo denerwować.
A tak, już za dobę z hakiem będę siedział na Okęciu, jak zawsze, bo mam to w zwyczaju, pójdę do tej samej toalety w Terminalu 1, pokręcę się po bezcłówce, a potem wsiądę grzecznie do samolotu i z zachwytem będę patrzył jak ziemia się ode mnie oddala. A potem lądowanie na nowym lotnisku, na obcej ziemi i te same motylki w żołądku, gdy będę się zastanawiał gdzie iść i jak przeżyć w tym dzikim miejscu. Może o tyle będzie inaczej, że zazwyczaj mam takie dylematy samotnie, a teraz będę miał towarzysza niedoli. Ale ja i Robert to półgłówki, więc nie spodziewałbym się, że towarzystwo moje jak i jego, wiele wniesie do naszego stylu podróżowania „po omacku i na głupka”.
I trzeci rok z rzędu, jest przynajmniej na to szansa, postawię stopy swoje na ziemi, azjatyckiej ziemi. Więc sobie myślę, że mimo wszystko, trzeba się cieszyć z tego wyjazdu.
A tak swoją drogą, to chyba wróciłem do dawnej formy, bo za półtora miesiąca lecę do Rzymu. Co prawda już tam byłem i to nie tak dawno temu, ale tym razem nie lecę sam i będę mógł strugać moją ulubioną rolę społeczną, czyli „ja wiem wszystko, bo już tu byłem”. Za chwilę zacznę odliczać i do tego wydarzenia :-)
