piątek, 6 maja 2011

Motoryzacja made in Colombia

Kolumbia to „inny świat” także pod względem motoryzacji. Na ulicach znaleźć można naprawdę dużo starych, względnie zadbanych samochodów. Mieszanka jest naprawdę bogata. Sa tu zarówno wozy amerykańskie, co nie powinno dziwić, auta azjatyckie (coraz liczniejsze) jak i bogata reprezentacja starej dobrej Europy. W tym ostatnim przypadku, dominować zdaje się koncern Renault. Nie bez powodu. Francuzi albowiem od dawna prowadzą w tej części świata interesy, ich fabryki istnieją nie tylko w Argentynie, Brazylii czy Wenezueli, ale także w samej Kolumbii – dokładnie pisząc, w Envigado niedaleko Medellin. To tłumaczy dlatego w kraju pełno ciągle pięknych klasycznych francuskich pudełek na czterech kółkach: R4, R6, R18 i inne modele są nadal często, gęsto spotykane na drogach i poboczach. Część z nich wcale nie musi być tak leciwa jak wskazuje na to nasza intuicja. Większość modeli produkowano w Ameryce Południowej długo po tym jak kończono to robić w Europie. Może nie mamy tu do czynienia z fenomenem godnym VW Bettle, ale sam model R4 produkowano łącznie przez ponad trzydzieści lat!

Inna historia to kolumbijskie TIRy. Niestety, do podziwiania były głównie na drogach, więc zdjęć nie posiadam. Zdać się musicie na własną wyobraźnię i moje kulawe opisy. Generalnie, w kraju gdzie każdy mężczyzna jest macho, wielkie samochody to prawdziwa zabawka dla dużych chłopców. Są więc piękne, a także ogromne i głośne, bo nikt nie przejmuje się ekologią, czy faktem, że kilkunastokołowe kolosy skutecznie blokują ruch na drogach. Nie ma tu żadnych nowoczesnych kształtów, opływowych kabin i innych wynalazków. Można się poczuć jak w starym dobrym filmie Sama Peckinpaha „Konwój”. Ciężarówki są niemal wyłącznie amerykańskie, z wielkimi, wystającymi przed kabiną maskami silników zdobionymi chłodnicami. Dominują marki takie jak GMC, Mack, Ford czy Kenworth. Żadnego azjatyckiego szajsu albo europejskiej poprawności dobrej dla homo. Na drzwiach każdej z nich widać numer rejestracyjny oraz nazwę miejscowości gdzie ciężarówka jest zarejestrowana. Ponad nimi, niemal zawsze, zobaczyć można było zawiadiacko wystawiony łokiec i latynoskiego kierowcę prowadzącego swój pojazd z nieukrywanym luzem. Może i TIRy te potrafią irytować na wąskich górskich serpentynach, gdzie czasem trzeba było czekać dobry kwadrans aż pojawi się szansa wyprzedzenia wolno sunących kolosów, ale warto bo to jedno z najpiękniejszych wspomnień z całej Kolumbii.

Na końcu wypada wspomnieć o godnej reprezentacji wszelkich jeepów. Tych klasycznych w Kolumbii zachowało się bardzo dużo. Willy’s służą dzielnie szczególnie na prowincji, gdzie zastępują minibusy na drogach pełnych błota i wybojów.