
Dwa lata temu postanowiłem, że warto do Torunia przyjeżdżać regularnie, raz na rok najmarniej. Mimo iż moje życie nie wygląda już tak, jak wyglądało kiedyś, udało się ów cel zrealizować także teraz. Tyle, że w tym roku pojechaliśmy tam już we troje. Cóż, od mojej ostatniej wizyty w tym mieście, sporo się zmieniło, czego symbolem niech będzie to, że komunikację publiczną zamieniłem na samochód, którego bagażnik wypchany był pieluchami, ubrankami, zabawkami, no i wielkim, niewymiarowym wózkiem. Podróżowanie weszło w nową, zdecydowanie fascynującą fazę.
Samochód daje wolność, ale co to za wolność na polskich drogach – pytałem sam siebie, gdy sunąłem do celu starą „siódemką”. Przy okazji, zacząłem poznawać nowy dla mnie, całkiem obcy świat. Świat zajazdów, stacji benzynowych gdzieś w drodze, postojów, fotoradarów, wyprzedzania TIR-ów z duszą na ramieniu, ale także małych miejscowości, o nazwach, których nigdy wcześniej nie słyszałem. Ciekawa ta nasza Polska i do tego, tak mi zupełnie nieznana... Cieszyłem się, gdy późną, ciemną nocą dojechałem na miejsce, tym bardziej, że przez kilka nocy spaliśmy w naprawdę świetnym miejscu jakim jest Hotel 1231. Dość napisać, że jest on pięknie położony – tuż obok ruin Krzyżackiego Zamku, ale również piękny sam w sobie, ponieważ mieści się w odrestaurowanym, XIII wiecznym Starym Młynie. O cenie nie wspominam. Kosztowało nas to krocie, ale rzadko kiedy czułem, że wydane na nocleg pieniądze są tego warte tak jak w tym przypadku. Do snu koił nas ledwo wyczuwalny szum młyńskiej rzeczki, z okna mieliśmy widok na pięknie podświetlone ruiny, zaś śniadania były treściwe i urozmaicone. Nic na to nie poradzę, ale uwielbiam hotelowe poranki. Chyba nigdzie filiżanka kawy nie smakuje tak dobrze jak właśnie w takich miejscach i takich sytuacjach.


Toruń z dzieckiem to niestety, teren wysoce problematyczny. Brukowana kostka robi swoje. Do tego, była to majówka, więc ludzi było co niemiara, szczególnie w ciągu dnia, ponieważ wieczorem owe tłumy gdzieś znikały. Mimo to, spacerowaliśmy dużo, wędrując klimatycznymi uliczkami w jedną i drugą stronę. Większy problem (ale to nadal „problem pierwszego świata”) był z restauracjami. Obiad trzeba było odpowiednio zaplanować. Wiele miejsc nie sprzyjało wózkom, więc wybieraliśmy kierując się nie tylko kryterium ceny i „smaczności”, ale i dostępności. Na szczęście, wszędzie było blisko, więc w rozlicznych sytuacjach, gdy nasza córka dawała znać o sobie, w ciągu kilku minut mogliśmy wrócić do naszego przytulnego pokoju. A dawała znać często, sprawiając, że czasami trzeba było szybko dopić kawę, tudzież zjeść posiłek w minutę.


Ale do tego miasta nie przyjeżdża się przecież jeść, siedzieć w hotelu ani tym bardziej narzekać na drobne utrudnienia. Przyjeżdża się by poobcować z gotyckim klimatem i poczuć na własnej skórze atmosferę średniowiecznej Europy. Toruń nienaruszony przeżył wojenne zawirowania i do dzisiaj cieszy oczy rozlicznymi zabytkami, które zachowały się w swojej naturalnej, mieszczańskiej kompozycji. Stare i Nowe Miasto stanowią zwartą całość, dzięki czemu wędrówki po Toruniu są prawdziwą przyjemnością dla wszystkich miłośników historii. Duże i znamienite zabytki wymieszane są z mieszczańską zabudową. Lubię napawać się widokiem potężnych Kościołów – Katedry Świętych Janów czy Kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, ale jeszcze bardziej kocham zaglądanie w różne zaułki, gdzie stare dzieje mieszają się z całkiem współczesną złością wyrażaną za pomocą haseł malowanych na murach...







Współczesność w Toruniu wygląda różnie. Stare mury sprzyjają niestety uwypuklaniu nędzy i problemów. W zabytkowych okolicach pomieszkuje sporo lumpenproletariatu, a wiele sklepowych witryn przypomina mi dawno już zapomniane obrazki sprzed dekady czy nawet dwóch. Warto także odnotować to, że Toruń to jedno z tych miast, gdzie swoje krwawe żniwo zbiera sieć klubów Cocomo. Godne zapamiętania – kluby dla panów tej wiosny były głośnym tematem, po tym gdy jeden z klientów „wydał” w nim kwotę oscylująca wokół... miliona złotych. Miłe studentki wieczorami paradowały po uliczkach, zachęcając przechodniów do odwiedzin w przybytku i zostawienia w nim oszczędności swojego życia. Polska w pełnej krasie!



Kilka dni w Toruniu minęły szybko. Niestety, przez większość czasu pogoda była dosyć podła, więc nasz przyjemny hotelowy pokój gościł nas częściej niż planowaliśmy. Maj w Polsce, co zrobić! Zaś do samego miasta przyjedziemy za rok, a przynajmniej, taką mam nadzieję gdy zerkam na zdjęcia i zaczynam tęsknić za prozaicznym spacerem dookoła Staromiejskiego Ratusza wieczorową, deszczową porą...
