

Rano po śniadaniu (zresztą świetnym - zanotowałem w notesiku, że jajecznica ze szczypiorkiem, spożywana przy stoliku, z widokiem na budzący się do życia Plac Zamkowy była doświadczeniem mistycznym) wyruszyłem na spacer. Mimo powojennych “plomb” trzeba przyznać, że Brzeg jest ładny. Być może to znowu zasługa pogody, ta bowiem była idealna, tak wakacyjna jak tylko pogoda w czerwcu może być.

Do Brzegu trafiają turyści. Przyciąga ich przede wszystkim kilka zabytków, z których miasto to słynie - robią one wrażenie i z pewnością warto dla nich tam przyjechać. Mnie ujął również specyficzny "mikroklimat" tego miejsca. Widać go chociażby po ... wystawach sklepowych. Prywatnie uwielbiam patrzeć na witryny, uważam bowiem, że mówią one bardzo dużo o miastach, panujących w nich zwyczajach, ale przede wszystkim - o ludziach i ich marzeniach… Żałuję, że postępująca globalizacja sprawia, że ten element naszej codzienności zanika, staje się jednorodną kalką powielaną wszędzie w ten sam sposób. W Brzegu jednak tej niszczycielskiej siły jeszcze nie widać, a stare dobre wystawy jeszcze się bronią, mówiąc dużo o tutejszej codzienności...


Pierwszym zabytkiem “wartym grzechu” jest renesansowy Ratusz, który przypomina trochę a to architekturę włoską, a to krakowskie Sukiennice. Szczególnie urodziwa jest jego zachodnia strona z pięknymi arkadami i loggią. Wielka szkoda, że widok na nią był nieco zakłócony przez zaparkowane samochody. Pozostałe boki budowli już takie okazałe nie są, a na wewnętrznym dziedzińcu pachniało szczynami. W końcu była to niedziela rano, więc urynowa woń była pewnie pamiątką sobotniej nocy.



Drugim zabytkiem wartym uwagi jest Kościół Świętego Mikołaja. Ta gotycka budowla powstała w XIV wieku, ale jej obecny kształt to rekonstrukcja powojenna, co zresztą widać po wnętrzu, które jest zaskakująco skromne i nijakie. Mimo to, z zewnątrz jest to budowla imponująca swym ogromem, a ja dłuższą chwilę stałem i dumałem podziwiając jej rozmiary, które górowały nad Brzegiem i jego powojenną zabudową.

Trzecim zabytkiem Brzegu (ale chyba pierwszym jeżeli chodzi o wartość historyczną) jest Zamek Piastów Śląskich. Miałem to szczęście, że mój hotel dosłownie z nim sąsiadował, więc gdy tylko wróciłem ze spaceru po mieście, przekroczyłem jego zdobną bramę i przez ponad godzinę zwiedzałem tamtejsze muzeum. Zamek nazywany bywa “śląskim Wawelem” i przyznać trzeba, że nie jest to przydomek na wyrost. Szczególnie piękny jest renesansowy dziedziniec otoczonymi krużgankami oraz oczywiście sama brama wjazdowa, która jest ozdobiona podobiznami władców z dynastii Piastów.



Same muzeum nie należało do szczególnie ciekawych, ale obejrzałem wszystkie wystawy z grzeczności, po czym spakowałem się i opuściłem to miłe miejsce. Chciałem jeszcze po drodze coś zobaczyć, ale ostatecznie wygrała tęsknota za rodziną. Po kilku godzinach byłem już w domu, ale wróciłem odmieniony, bo zakochany w Dolnym Śląsku i z silnym postanowieniem, że chciałbym tam w najbliższym czasie jeszcze wrócić.
