czwartek, 16 lipca 2009

Planowanie jest super...

...tak sobie lubię siedzieć przed komputerem, leniwie zerkać do przewodnika, szukać informacji w internecie, składać wyjazd do kupy. Teraz wszystko jest proste i wygodne. Jak się zmęczę to wstanę, jak się znudzę to pooglądam film, a jak mi się będzie chciało pić to szklankę mam na wyciągnięcie dłoni. Raj :-)

W takich chwilach z rozbawieniem zerkam na plan dolotu na miejsce wrześniowych "wakacji":
Wylot z WAW o 12:25. Czyli na lotnisku będę musiał być jakoś o 11:00, co oznacza, że wychodzę z domu o jakiejś 9:30.
Docieram do DUB o 14:30, czyli o "naszej" 15:30. Będę już nieco wymęczony, a to dopiero początek.
Wylot z DUB mam o 17:00. Zaledwie po 7,5 godziny ląduję na JFK. Jest ledwie 19:15, ale tamtejszego czasu. U nas - jakaś 23:15.
Na lotnisku muszę się przemęczyć kilka godzin, bo wylot do POS jest o 1 w nocy. Czyli o siódmej rano w Polsce.
Po 5,5 godzinie jestem w POS. Wita mnie blady świt. Jest 6:30 rano, w Polsce zaś już popołudnie. Jestem więc w drodze już ponad dobę.
Potem "tylko" kolejny lot. Tym razem ledwie niecałe pół godziny na Tobago. Wyjdę z lotniska pewnie koło 10 rano. Zanim dotrę do jakiegoś hotelu będzie południe i spokojnie pęknie mi 30 godzin na nogach.
Teraz to zabawne. Już jednak zastanawiam się jak to wytrzymam i jak bardzo będę wściekły na ten pomysł. Nigdy nie miałem czterech lotów pod rząd :-)