piątek, 10 lipca 2009

Wrzesień ustalony

No to pozamiatane.

Dzisiaj kupiłem bilety JFK-POS, czyli do Port-of-Spain, stolicy wyspiarskiego, postkolonialnego i obrzydliwie karaibskiego Trynidadu i Tobago. Na ten lot nastawiałem się od dłuższego czasu, aż w końcu dojrzałem do decyzji, by go sobie po prostu zaklepać.
Opcja jest sensowna – wylot o 1 w nocy, ale ale... Na tym lotnisku ląduję dzień wcześniej po 19:00, więc zanim się zbiorę, odbiorę co moje, zanim dojadę na inny terminal, zanim się odprawię znowu, to akurat będzie jakaś 21:00. Jakaś logika w tym jest, no i na miejscu będę bladym świtem, żeby nie marnować dnia.
Na wyspach będę sześć dni pełnych – niby mało, ale dzięki temu, wrócę jeszcze do NYC i pobędę z kolei tam kilka dni :-). Dwie pieczenie na jednym ogniu.

Przewodnik już zakupiony, teraz pora na rozpoczęcie planowania i rezerwowania... I odliczanie dni do 3 września. Zabawne to życie – wtedy akurat będzie mijał praktycznie rok (leciałem wtedy 4 września!) od początku mojej "wyprawy" do Tajlandii. Niby panta rei a wygląda jakby pewne zachowania były niezmienne w czasie i zdarzały się w podobnych chwilach.
Cieszę się – zarówno z tego T&T, bo pojechanie tam, jest jednym z moich marzeń, jak i z NYC, bo po lutowym pobycie, ciągle we mnie siedzi wielka ochota pospacerowania po cichym, wieczorno-sobotnim Wall Street jeszcze raz :-)