Już były blisko – i Delhi i Hong Kong, ale coś nie byłem przekonany. Indie na pewno są wspaniałe i fascynujące, ale to chyba nie miejsce dla mnie. Przynajmniej na razie. Hong Kong to jedno z moich dziecięcych niemal marzeń, ale ono także musi poczekać na realizację, albowiem ...15 marca lecimy do Hanoi.

To w Wietnamie dla tych, którzy spali na geografii. A nawet w Socjalistycznej Republice Wietnamu, czyli „jedziemy do stolicy kraju socjalistycznego, który ma tam swoje zalety, ale chodzi o to, żeby te zalety nie przesłoniły nam wad”.

To będzie mój debiut na pokładzie Aeroflotu. Nieco to może przerażające, bo rosyjskie linie lotnicze nie należą do światowej czołówki w zakresie wygody i dbania o swoich klientów. Ale z kolei, zawsze chciałem się nimi przelecieć, bo sama nazwa jawi się jako niemal przygoda. A może raczej jako wyzwanie rzucone Fortunie?

Niestety, a może raczej stety, segment Moskwa-Hanoi będzie wykonywany na Boeingu 767-300, a nie którymś z postradzieckich muzealnych obiektów. Chociaż jeszcze nic nie jest pewnego.

Teraz trzeba zacząć myśleć o wizach i planie podróżowania. I rozpocząć żmudne odliczanie w głowie – jeszcze półtora miesiąca...
