niedziela, 31 stycznia 2010

Kocham zapach napalmu o poranku



W sumie zastanawiajace jak bardzo zmieniło się postrzeganie Wietnamu w ostatnich dekadach. A nawet w ostatnich 15-tu latach. Z miejsca ogarniętego wojenną pożogą, do zakazanego komunistycznego państwa pogłębiającego biedę, aż do kraju otwartego na świat i dolary pochodzące także z turystyki. No ale to nie miejsce na geo-politologiczne dywagacje.

Przewodniki już w domu i bynajmniej się nie kurzą.



Oba fajne. National Geographic to jak zawsze, dużo ładnych zdjęć i nieco tekstu. Pozwala zobaczyć co warte, a co mniej ujrzenia. Lonely Planet to jak zawsze biblia podróżnika – niezbędny zakres wiedzy, by na miejscu „się nie zgubić”. Surowo, bo bez wielu zdjęć, ale konkretnie. Na miejscu książka jest bezczenna.

Planowanie wyprawy jest więc „in progress”, chociaż jakiś zarys już jest. Jeżeli wypali, to w marcu znowu się porządnie nalatam – co przecież lubię, a nawet więcej, do czego podświadomie dążę. Oprócz Aeroflotu, jest szansa na premierową wizytę na pokładach Vietnam Airlines oraz Jetstar. Ten drugi to low-costowa odnoga australiskiego Quantasa. Zobaczymy co z tego wyjdzie.