poniedziałek, 1 lutego 2010

Odliczanie...


Ładna mapka. Jaki ten świat wielki i aż szkoda, że lecąc samolotem nie zobaczę z bliska tego wszystkiego co z prędkością tysiąca kilometrów na godzinę będzie gdzieś tam pode mną znikało w nicości.
Do Hanoi pozostało jeszcze „czterdzieści ileś tam dni” i do tego czasu będę pewnie uprawiał podobne wpisy. Nic nie wnoszą do tematu ale pokazują potomności, że czekam na początek azjatyckiej przygody z niecierpliwością.

A tak wygląda lądowanie w tym mieście – zamulone rzeki koloru kawy z mlekiem, kipiące od zieleni pola i wilgoć odczuwalna nawet zza monitora. Azja jednym słowem.