Wczoraj za to zakupione zostały bilety na loty wewnętrzne. Łącznie trzy.

Najpierw z Hanoi do Ho Chi Minh City. Co sprawia, że w drodze będziemy blisko dobę – ale i tak rekord z dotarcia na Tobago może spać spokojnie, bo nie zostanie raczej pobity. Już wyobrażam sobie to zmęczenie i złość na swoje pozornie genialne pomysły. Siedząc w ciepłym domu to sobie można planować dowolnie skomplikowaną trasę. Gorzej z realizacją, gdy pot spływa kaskadami, a plecak z każdą chwilą wydaje się cięższy i bardziej nieporęczny. Ale to będzie dopiero za jakiś czas.
Potem z HCMC do Hue. Kilka spokojniejszych dni na wybrzeżu Wietnamu Środkowego rozdysponujemy pomiędzy Hue, Danang i Hoi An.
Ten i wcześniejszy lot wykonywany będzie przez Jet Star, czyli low-costowy oddział Quantasa. To znak, że Australia jest bardzo blisko... A jednocześnie daleko.
W końcu wylot Vietnam Airlines z Danang właśnie do Hanoi i tam spędzamy kilka ostatnich dni.
Na dokładne rozdysponowanie czasu jeszcze przyjdzie czas, teraz można powoli, powoli zabierać się za rezerwowanie hoteli.
Planowanie to wspaniały moment podróżowania :-)
