piątek, 12 lutego 2010

Jeszcze jakieś 31 dni

Jeszcze 31 dni. Za miesiąc o tej porze też będzie piątek, ale różnica między tym co teraz a tym co w przyszłości jest taka, że wtedy to będzie ostatni dzień w pracy przed dłuższym urlopem. Trzeba się jeszcze „nieco” pomęczyć.

Wczoraj za to zakupione zostały bilety na loty wewnętrzne. Łącznie trzy.



Najpierw z Hanoi do Ho Chi Minh City. Co sprawia, że w drodze będziemy blisko dobę – ale i tak rekord z dotarcia na Tobago może spać spokojnie, bo nie zostanie raczej pobity. Już wyobrażam sobie to zmęczenie i złość na swoje pozornie genialne pomysły. Siedząc w ciepłym domu to sobie można planować dowolnie skomplikowaną trasę. Gorzej z realizacją, gdy pot spływa kaskadami, a plecak z każdą chwilą wydaje się cięższy i bardziej nieporęczny. Ale to będzie dopiero za jakiś czas.

Potem z HCMC do Hue. Kilka spokojniejszych dni na wybrzeżu Wietnamu Środkowego rozdysponujemy pomiędzy Hue, Danang i Hoi An.
Ten i wcześniejszy lot wykonywany będzie przez Jet Star, czyli low-costowy oddział Quantasa. To znak, że Australia jest bardzo blisko... A jednocześnie daleko.

W końcu wylot Vietnam Airlines z Danang właśnie do Hanoi i tam spędzamy kilka ostatnich dni.
Na dokładne rozdysponowanie czasu jeszcze przyjdzie czas, teraz można powoli, powoli zabierać się za rezerwowanie hoteli.
Planowanie to wspaniały moment podróżowania :-)