czwartek, 27 maja 2010

Sensimar kreteńskie

Do Uzbekistanu pozostało jeszcze nieco czasu, a tymczasem przecież, już niebawem, bo za dwa tygodnie, lecimy na Kretę.

Hip hip hura

Im częściej o tym myślę, tym częściej dochodzę do wniosku, że z moich ambitnych planów zwiedzania wyspy zostanie niewiele, tudzież i nic.

Hotel prezentuje się (na zdjęciach) zjawiskowo. Nigdy w czymś takim nie spałem i jak zerkam na fotografie poniżej to zastanawiam się co ja będę robił w takim eleganckim miejscu. Nieco zaczynam tęsknić do dawnych czasów i dawnych miejscówek. Tęsknie wspominam moje pierwsze dormitorium w Monachium, wąską kabinę w Sztokholmie, surowe wnętrze „pensjonatu” w Scarborough czy nawet nowojorską dziurę Candy. I wszystkie inne miejsca, które gościły moje cztery litery w ostatnich latach.





Hotel nazywa się Sensimar Sea Side i powinni dodawać chyba do niego instrukcję obsługi dla takich jak ja. Mam nadzieję, że się nie zgubię tam, bo Kreta ze swoją komercją przeraża mnie bardziej niż Uzbekistan ze swoją przekupną administracją.