niedziela, 9 maja 2010

Taszkient - Urgench zaklepane

Wczoraj w przypływie wyjazdowej tęsknoty postanowiłem raz, że zmodyfikować plan podróży po Azji Centralnej, a dwa, że zakupić bilet na lot wewnątrz Uzbekistanu. Posiedziałem, pomyślałem, policzyłem i doszedłem do wniosku, że zdążę nie tylko zobaczyć Bucharę i Samarkandę, ale czasu powinno starczyć także na trzecią perłę w jedwabej koronie, czyli na Khiwę (albo Chiwę albo jakkolwiek inaczej, bo wersji nazwy jest wiele). Rzut oka na mapę – miasto jest daleko na zachód.

Słynie z pięknego starego miasta koloru pustyni. Trafia tam ponoć mniej turystów,bo Khiva wydaje się być nieco z dala od głównych szlaków. Żeby tam dotrzeć musiałem kupić bilet do pobliskiego Urgenchu, z którego już ponoć łatwo dotrzeć do pierwszego celu mojej przyszłej podróży. Na miejscu jeden dzień i z powrotem na wschód. Będę musiał przedostać się do Buchary, co zajmie kilka godzin jazdy po czerwonej pustyni Kyzył-Kum. Wszystkie te nazwy brzmią nader tajemniczo i ciekaw jestem konfrontacji wyobrażeń z rzeczywistością dawnego Jedwabnego Szlaku.
Bilet na lot Taszkient-Urgench już mam. Tzn. myślę, że go mam, albowiem Uzbekistan Airways jest jedną z ostatnich lin lotniczych na świecie, które jeszcze nie zaprzyjaźniły się z internetem. Podobno bilety kupuje się w stosownych kioskach albo na lotniskach, więc nie wiem w jaki sposób zostanie odebrany tam mój bilet elektroniczny. Na wypadek wszelki, od dzisiaj zaczynam uczyć się podstaw języka rosyjskiego i podstawowych zwrotów po uzbecku.
A jak dobrze wszystko pójdzie, będę leciał do Urgenchu krótkozasięgowym Avro. Takim jak na zdjęciu poniżej.

Niby szkoda, że nie wspominanym wcześniej Ił-114. Do Urgenchu jest jednak dalej niż do Buchary i trasę obsługują inne samoloty. Teraz tylko buking noclegów i można uznać, że wszystko jest już zaklepane. Chyba, że zdobędę się na spontaniczność i pojadę bez żadnych rezerwacji...