We Lwowie nocleg już wybrany. Padło na niejaki Hotel Sun. Trudno powiedzieć o nim coś konkretnego. Opinie ma ogólnie pozytywne, nie należy do drogich i mieści się w śródmieściu. Na zdjęciach prezentuje się dokładnie tak samo jak dwudziestka podobnych mu miejsc. Baza noclegowa jest we Lwowie względnie rozwinięta i widać, że trafia tam dużo „budżetowych” podróżników dużego i małego formatu.


Przy wyborze miejsca na hostelbookers.com spotkało mnie coś z pogranicza mistycyzmu zmieszanego z oparami absurdu. Na zdjęciach reklamujących jeden z przybytków widnieje bowiem człowiek bardzo do mnie podobny (tylko oczywiście dużo brzydszy i grubszy). Złudzenie jest tak silne, że zacząłem się nawet zastanawiać czy tam aby nigdy nie byłem i dlaczego piłem wódkę w towarzystwie bliżej mi nieznanej dziewczyny o krasnym licu. Ostatecznie postanowiłem ten hotel omijać szerokim łukiem – a nuż moje drugie ja nie zapłaciło za noc, albo pozostawiło po sobie pakiet innych, niemiłych wspomnień?


Po Leopolis zamierzam snuć się z aparatem w poszukiwaniu śladów polskiej historii tego miasta. W tym celu zamówiłem nawet przewodnik bliżej mi nieznanego wydawnictwa Rewasz, który skusił mnie tym, że skupia się w dużej części na pokazaniu teraźniejszości przez pryzmat przeszłości Lwowa (czy jakoś podobnie). A tak swoją drogą, to jakoś polskie przewodniki nie przypadają mi do gustu. Nie chcę wyjść na takiego co tylko narzekać potrafi, ale brakuje mi w nich konkretów, map i przydatnych wskazówek. Jest w nich mnóstwo tekstu i wiedzy, ale za totalnie nieporozumienie uważam wydanie przewodnika, który nie zawiera żadnej mapy. I co mi po pięknych i soczystych opisach, skoro nawet nie wiem jak dotrzeć do miejsc, o których mowa? A może po prostu przyzwyczaiłem się do standardów serwowanych przez Lonely Planet i to powyżej to jedynie bełkot typowego aspirującego korporacyjnego szczura...
