
Tak się jakoś tak cieszę na tą wiadomość. Może to i dziwne, bo Kreta to przecież nic wielkiego, typowy ośrodek zmasowanej turystyki, której jestem tak niechętny. Hotel, leżaki nad basenem, zatłoczona plaża, drinki z palemką, spocone towarzystwo eksplorujące znaczenie pojęcia „all inclusive” i śniada obsługa licząca na napiwek. Takiego wała dostaną, tak swoją drogą :-)
Mam nadzieję, że będzie można skręcić w swoją stronę i nieco pozwiedzać na własną rękę. Bo hotelowego życia chyba nie zniosę. No i będzie to okazja na poznanie wyspy. A powiedzmy sobie szczerze, gdyby nie to, że za darmo i w ramach pracy, to na Kretę nigdy bym pewnie nie poleciał.

Poza tym, że już niebawem, nie wiemy nic więcej. Nie szkodzi w sumie. Zapowiada się ciekawy czerwiec, najpierw długi weekend w związku z Bożym Ciałem, potem w następnym tygodniu rzeczona Kreta, a w kolejnym tygodniu Uzbekistan. W czerwcu jak dobrze pójdzie to spędzę w pracy góra 13 dni. I to rozumiem!
* Za pieniądze wypracowane ich ciężką pracą
