niedziela, 29 października 2017

29.10, See you soon, Chicago!

Męczący dzień. Rano szybko jem śniadanie i wychodzę na spacer. Żegnam się z The Loop i okolicami. Żegnam, ale się pożegnać coś nie mogę. Nie chce się wcale wracać. Szczególnie,że pogoda zrobiła się fantastyczna. Niebo błękitne, słońce grzeje, wiatr ucichł. Szkoda, że to wszystko akurat wtedy, gdy wracam do domu, ale nie ma co narzekać. Aura i tak była dla mnie łaskawa, szczególnie, że przydomek “Windy City” nie wziął się przecież znikąd.


Oddaję pokój, zostawiam bagaże i wychodzę na kilka godzin. Samolot dopiero wieczorem, więc postanawiam zobaczyć północne rubieże śródmieścia Chicago, w tym znaną dzielnicę o pięknej nazwie Gold Coast. Trasa była przyjemna i zaskakująca. Może kwadrans od mojego hotelu, zniknęła wielkomiejska zabudowa, hałas i tłok, ustępując nobliwym domom, ciszy oraz … dyniom i pająkom. No tak, przecież za chwilę Halloween. Amerykanie, nawet Ci z klasy średniej i wyższej, traktują to święto bardzo poważnie. Fronty prawie wszystkich domów “ozdobione” były z tej okazji w wymyślny i często szokujący sposób. Za szokujące uznaję bowiem wielkie pajęczyny wiszące na drzewach, świecące się czaszki czy też prowizoryczne nagrobki w ogródku. Już nie wspominając o pełnowymiarowym kościotrupie konia. Tak poza tym, to Gold Coast było dokładnie takie jak sobie je wyobrażałem. Przeraźliwie spokojne, bogate, ale i dyskretne. Pewnie się tam bardzo miło mieszka.



W Lincoln Park moją uwagę zwróciły z kolei wiewiórki. Oraz osoby grające w piłkę nożną, znaczy się, soccer. Widać, że ta dyscyplina zyskuje na popularności, co nie dziwi, skoro na znaczeniu zyskują latynosi, rozkochani przecież w tym sporcie.


To wszystko brzmi niewinnie, ale cały ten spacer mocno mnie wymęczył. Szczególnie, że musiałem jeszcze wrócić, a plecak robił się coraz to bardziej ciężki. W drodze powrotnej, odwiedziłem Navy Pier, pospacerowałem wzdłuż nabrzeża, gdzie podziwiałem kilka zacumowanych statków oraz lśniącą panoramę Chicago z drugiej strony. Jak je będę wspominać? Na pewno to ciekawe i miłe miasto. Zaskakująco dalekie od Nowego Jorku pod każdym względem. Słyszałem o tym oczywiście już wcześniej, ale co innego słyszeć, a co innego zobaczyć na własne oczy. Niezależnie od tego, z całą pewnością warto je odwiedzić i jeżeli się jeszcze przydarzy, to z chęcią do niego przyjadę ponownie. Mówię więc Chicago zwyczajowe “do zobaczenia”.