To taki żart. Wiadomo o co chodzi. Do dzisiaj pamiętam jak w Samarkandzie właściciel co chwila musiał przypominać swoim pracownikom czego od nich wymaga. Ludy wschodnie już tak mają, że praca jest jedynie dodatkiem do życia (podczas gdy u nas jest dokładnie na odwrót – pytanie retoryczne, kto ma tu rację).
Na zdjęciach lokum wydaje się być całkiem miłe. Cenowo jest średnio przyjemnie, czyli nieco drogo ale nie miałem ochoty na nocowanie w dormitoriach – na to jestem już za stary po prostu.



Nie mam jakiegoś konkretnego planu. Zasadniczo, dwa dni spędze raczej w samym Tbilisi, a dwa pozostałe poświęce na eksplorację najbliższych atrakcji. Myślałem o Mcchecie (czy jak tam to się powinno odmieniać) i Gori. To pierwsze, to mała mieścina ze słynnymi zabytkami kościelnymi, drugie zaś jest miejscem gdzie na świat przyszedł Józef Stalin. Kilka lat temu wojska rosyjskie zmasakrowały mieszkańców tego miasta i jest to jakiś horrendalny paradoks historii...
Nawet nie wiadomo jakiej pogody się spodziewać. Obecnie jest tam jakieś dziesięć stopni na plusie w ciągu dnia. To raczej anomalia niż standard, więc będę się szykował na siarczyste mrozy. A może na pluchę godną polskiego listopada?
