Pogoda znowuż była ładna, a ja znowuż chciałem po prostu pokręcić się po tym mieście miast, powąchać jego zaułki, zagubić się w tłumie przechodniów, poczuć, że jestem w centrum (nadal) dominującej na świecie cywilizacji spod znaku hamburgera i drona. W końcu nie wiadomo kiedy je ponownie odwiedzę… Była to też idealna okazja do tego, by zobaczyć przy okazji coś nowego. Na Manhattanie znajduje się jeszcze jedna, stosunkowo “świeża” atrakcja turystyczna i to taka z gatunku tych bardziej industrialnych, co lubię szczególnie. Mowa o tzw. High Lane, czyli nadziemnej trasie dawnej linii kolejowej, którą zrewitalizowano, zamieniając w oryginalną trasę spacerową. Najpierw jednak przeciąłem raz jeszcze serce miasta, zahaczając m.in. o Times Square, robiąc zakupy (tak, tak…) i generalnie rzecz ujmując, chłonąc uliczne klimaty.




Kiedy tak dotarłem na dalekie rubieże West Side, gdzieś w okolicach 30 Ulicy i Ósmej / Dziewiątej Alei, trafiłem, nieoczekiwanie dla siebie, do innego, post-industrialnego świata. Puste place po wyburzonych budynkach, sąsiadowały z brudnymi i podłymi ruderami, gdzie mieściły się jakieś warsztaty i inne zakłady parające się “brudną” robotą. Przy jednej stał na ten przykład … powóz z koniem. Pewnie czekał na wymianę opon na zimowe, albo sezonowy przegląd... Dookoła rozlegał się tępy stukot urządzeń, ulice były pełne śmieci, mury zamazane graffiti, a poza mną, w zasięgu wzroku nie było nikogo. Wyglądało to wszystko zupełnie jakbym przeniósł się na chwilę do Nowego Jorku z lat 70-tych (brakowało może “jedynie” tlących się ruin oraz murzyńskich gangów ogrzewających się przy prowizorycznych koksowinikach). To pewnie ostatnie chwile takich widoków tak w dzielnicy Chelsea, jak i na całym Manhattanie. Kawałek dalej w kierunku nieba wzrastają już bowiem smukłe wysokościowce, zaś puste działki za chwilę zapełnią się ciężkim sprzętem i budowlańcami. Mieszkać tutaj, w miejscu jeszcze na wpół “dzikim” to zapewne marzenie niejednego nowojorczyka, tym bardziej, że do ścisłego centrum jest ledwie kilka przecznic.




Jednak Ci mieszkańcy będą dla tej okolicy czymś zupełnie nowym. “Od zawsze” bowiem należała ona przede wszystkim do przemysłu. To tutaj budowano potęgę współczesnej Ameryki. W XIX wieku powstała specjalna, towarowa linia kolejowa, która łączyła tutejsze fabryki z Penn Station, czyli, z całą Ameryką oraz światem. Pociągi jeździły po estakadach i dosłownie wjeżdżały do wielkich hal, przywożąc surowce i wywożąc gotowe produkty. Jednak rozwój transportu drogowego z czasem zdeprecjonował znaczenie kolei, a sama trasa przestała być używana i zaczęła popadać w ruinę. Naturalnym porządkiem rzeczy byłoby jej całkowite zburzenie. Jednak dzięki oddolnej inicjatywie kilku zapaleńców, udało się ocalić jej odcinek i zamienić go w deptak, pełen zieleni oraz niecodziennych widoków na miasto z góry.




High Lane otworzyło swe podwoje w 2009 roku i rokrocznie odwiedzają go miliony osób. To idealne miejsce na rodzinny spacer, albo szybki obiad na łonie przyrody. Trasę porastały chwasty i ciekawe jest to, że postanowiono nie zmieniać za bardzo owego dzikiego klimatu. Zamiast wycezylowanych od linijki pasów zieleni, High Lane cieszy oczy swoją naturalnością, chaosem przyrody i bogactwem jej różnorodności. Z estakad roztaczają się również ciekawe widoki na okolice. One również “są jakie są”. Budynki są odrapane, ulice niezbyt reprezentacyjne. Gdy przejeżdżały tu pociągi, życie w tych blokach musiało być udręką, a kilka z nich to budynki mieszkalne, zresztą, tak jest do dzisiaj.



***
I tyle. Odebrałem bagaż, pojechałem na lotnisko i bez przygód wróciłem do domu. Nowy Jork zaś smakował wybornie i nie ukrywam, że chciałbym tam pojechać jeszcze kiedyś. Jest w tym mieście wszystko co cenię i lubię. Różnorodność, architektura monumentalna i pchlarska, tętniące życiem ulice, ludzie reprezentujący wszelkie rasy i narodowości tego świata, no i to poczucie, że jest się w miejscu obcym, ale i dobrze znanym. No cóż, unikając łzawych sentencji, wypada po prostu przyznać, że Nowy Jork to jedyne takie miejsce na świecie i cieszę się, że ta miłość od pierwszego wejrzenia jest nadal aktualna i ma się dobrze.
