czwartek, 1 lipca 2010

Mały appendix o uzbeckich samochodach

Gdzie nie pojadę, tam zawsze z uwagą zerkam na drogi i pobocza. Nowe auta są wszędzie takie same i mnie jakoś nie interesują, ale te starsze to i owszem.

Pod tym względem Uzbekistan jest bardzo ciekawym miejscem do obserwacji. Pamiętacie jeszcze jak po naszych drogach dostojnie sunęły zastępy Ład, taksówkami były Wołgi, a za symbol życiowej porażki uważano jeżdżenie Zaporożcem? Jak nie pamiętacie, to wizyta w Azji Centralnej jest Wam w stanie odświeżyć wspomnienia.

Klimat tam suchy, więc nawet słaba sowiecka karoseria jest w stanie wytrzymać więcej niż się śniło radzieckim technologom. Pozostało więc bardzo dużo różnych ciekawostek. Najwięcej jest chyba Ład, i to dosłownie każdego modelu i rocznika. Od klasycznego Żiguli czy 2103 (można sobie zdać sprawę jak podobna jest do „naszego” dużego Fiata), poprzez popularne niegdyś u nas 2105, kończąc na (nielicznych jednak) Samarach czy Nivach.




Nieco dostojniej suną po ulicach rozliczne Wołgi, czyli dawny symbol władzy niskiego szczebla albo cinkciarza szczebla wysokiego.
Najwięcej jest oczywiście modelu GAZ-24. Niektóre są w stanie dobrym, a innym, cóż, emerytura przypadła ciężka i znojna. Ciekawe czy w Uzbekistanie też żyła słynna miejska legenda o czarnej Wołdze porywającej dzieci? No, czarna to być nie mogła – ani razu chyba nie widziałem takiego koloru, w tym słońcu byłby to istny piekielny piekarnik przecież.


Są też starsze modele GAZ-21 i te akurat są zazwyczaj bardzo zadbane i dopieszczone “jak własna narzeczona”. To już w sumie rarytas, widywałem je rzadko, ale zawsze były w perfekcyjnej kondycji. I nigdy nie wystawało im nic z bagażnika, a kuper nigdy nie szorował po asfalcie przygniatany ciężarem do przewiezienia.


W Taszkiencie (stolica rządzi się swoimi zasadami) ale i w innych miastach również, znaleźć można było nowsze modele z fabryki GAZ – Wołga 3111 i jej klony przypominają nieco Mercedesy, wyglądają całkiem nowocześnie i niestety, są już pozbawione owej sowieckiej aury tajemniczości co skorodowani przodkowie. Może chociaż psują się równie często co ich „dziadkowie”?


Tylko nieco mniej było dookoła Moskwiczy. Różne dekady, różne etapy produkcji ale styl jedyny w swoim rodzaju. Może to przypadek, ale te samochody były z kolei najbardziej zużyte, jakoś nie widziałem żadnych zadbanych egzemplarzy, a możliwości przewozowe ichniejszych bagażników musiałyby zdumieć samych twórców owego pojazdu.



Gdzieś na końcu znanych mi marek pałętał się ZAZ Zaporożec. Może to kwestia umów, może to kwestia tego, że do Zaporoża było daleko, ale aut tych widziałem bardzo mało i każdy kolejny egzemplarz mógł być pewien, że zwróci moją uwagę. Z tego co wiem, samochód ten zjadała korozja jeszcze w fabryce podczas montażu, więc może nie poradził sobie z tym trudnym klimatem. Nie mam pojęcia, ale fakt jest faktem – mało ich w Uzbekistanie.

Pod moim hotelem w Samarkandzie stał odpicowany ZAZ 965. Był chyba oczkiem w głowie właściciela.


Samochody osobowe w Uzbekistanie zastąpiły osiołki i wozy. Do dzisiaj zresztą można spotkać obrazek w postaci zwierzęcią ciągnącego za sobą swoisty „rydwan” w postaci małego wozu. Skoro tak, ich rola jest mocno użytkowa i wiele osób nie za bardzo przejmuje się stanem technicznym samochodów. Ma jechać i tyle. I najczęściej jedzie. Chociaż niby to sowiecka technika, to radzi sobie ciągle dobrze.

Opisane samochody z ZSRR stanowią obecnie mniej niż połowę wszystkich aut. A co z drugą, „większą połówką”?

Co drugi samochód, a często nawet więcej niż co drugi, to Daewoo. Koreańska firma, zanim zbankrutowała, zmonopolizowała dosłownie rynek nowych samochodów w Uzbekstanie. Lokalna fabryka od 1996 roku po dziś dzień wypluwa się z siebie kolejne Nexie. Dzisiaj pod nazwą Chevrolet Nexia, ale to ciągle ten sam model co kiedyś. I jakby było tego mało, wygląda na to, że dostępne są niemal wyłącznie dwa kolory do wyboru: srebrny i alternatywnie również srebrny. Tak więc często i gęsto na ulicach mamy widok będący marzeniem prezesa Daewoo przez lata jego ciężkiej pracy: wszystkie samochody są takie same i są w takim samym kolorze. Czasem aż robi się to monotonne, ale na osłodę mamy także dużo Matizów, sporo Damasów i nieco Tico.

Jeżeli ktoś więc lubi starą „porządną” sowiecką technikę na czterech kółkach to niech do Uzbekistanu spieszy póki może – powoli bo powoli, ale miejscowa ludność przesiada się do kolejnych nowych egzemplarzy i za pewien czas owa wyspa radzieckiej myśli zniknie w zalewie żółtej tandety koloru srebra. Czego Uzbekistanowi wcale nie życzę.