Czas wydaje się płynąć jeszcze wolniej niż poprzednio. Zastanawiam się, co to będzie jak podejmę pewne decyzje, które sprawią, że nie tylko do końca życia będę jadł najtańsze parówki i mortadelę (tak zresztą już jest od dawien dawna), ale i będę zmuszony do zrezygnowania z mojej turystycznej pasji. Jakoś tego nie widzę :/
Może wtedy oddam się jedynie czytaniu książek. Wczoraj kupiłem dwie:

Ta pozycja wydaje się być naprawdę fajna - tytuł mówi wszystko. To jest podróżowanie z jajem, zębem i czym tam jeszcze. Też bym tak chciał, marzy mi się czasem takie szalone budżetowe włóczęgostwo w poszukiwaniu siebie samego. Zabawne, że wszystko o czym autor pisze, rozpoczęło się w lutym 2004 roku, wtedy kiedy i ja miałem podobne "przeżycia", tylko, że zagospodarowałem je, niestety, w zupełnie inny sposób.

Ta książka z kolei wydaje się być zupełnie inna - podobno jest słaba, ale i ją przeczytam od deski do deski. Kosiński to były siatkarz, biznesmen pracujący przez wiele lat w Czarnej Afryce. Podobno bardziej skupia się na opowiadaniu o swojej żonie i procesie produkcji pianki, niż na kontynencie jako takim, ale i tego jestem ciekawy. Przypomniało mi się, że szukałem kiedyś książki opowiadającej o bodajże serwisantach Stara pracujących w Kongo - ta jest pewnie podobna. Taka amatorska produkcja, którą autor pewnie sam sobie sfinansował. Nie szkodzi, i to przeczytam :-)
A po Stambule może wrócę do Orhana Pamuka. Pierwsze podejście do jego dzieła, po angielsku, zakończyło się na bodaj setnej stronie...
