Kolejne miejsce - Pojezierze Myśliborskie, mała wieś Barnówko i pensjonat “W Sam Las”. Trasa wiodła nas małymi, nieuczęszczanymi drogami. Mijaliśmy małe wioski, miasteczka, każde z obowiązkowym gotyckim kościołem, ale najczęściej jechaliśmy po prostu poprzez lasy, gęste, zdrowe i nieprzeniknione. Co tylko wzmacniało w nas poczucie, że jesteśmy daleko od rzeczy pozornie ważnych. Wszystko to prezentowało się uroczo, ale prawda o tych miejscach jest dużo bardziej brutalna. Region to obszar biedy materialnej, jak i duchowej. Mówiąc wprost, jest to po trochu pas beznadziei. Na szczęście dla nas, z poziomu samochodu mknącego po drodze, tej smutnej prawdy nie widać.

“W Sam Las” okazał się być sporym kompleksem, będącym w ciągłej jeszcze budowie. Było tam jezioro, restauracja, pokoje w różnych standardach. No i obowiązkowo, plac zabaw oraz jakieś zwierzęta. W tym koń. Kiedy bukowałem tam nocleg, patrząc na zdjęcia, byłem przekonany, że jest to koń prawdziwy, pasący się przed wejściem do hotelu. Okazało się jednak, że była to gipsowa figura. Na szczęście, dzieciom się nadal podobał, tylko żona ze mnie sobie dworowała. Śmiechom nie była końca.


Przez cały pobyt mieliśmy wrażenie, że jesteśmy jedynymi gośćmi. Zdarzało się, że siedząc w ogromnej sali restauracyjnej, byliśmy sami. Chodząc po ośrodku spotykaliśmy głównie obsługę, w tym, panów, którzy obok nas wykańczali kolejne skrzydło budynku. Faktycznie, ruchu w interesie nie było dużego, co po części wynikać może z tego, że nasz pensjonat był nowym graczem na rynku. Ale także, dlatego, że sam nie mógł zdecydować się na to czym jest i kto ma być jego pożądaną klientelą. Z jednej strony, miejsce miało potencjał na to, by przyciągać rodziny takie jak nasza. O czym świadczy chociażby sama nazwa, zresztą świetna, wpadająca w ucho, szczególnie to wielkomiejskie i nawykłe do tego typu zabaw ze słowem. Zaletą była też duża przestrzeń, atrakcyjna dla dzieci i dająca rodzicom szansę (albo raczej - iluzję szansy) na wypoczynek. Z drugiej strony, standard pokoi był średni. Wyglądało to jakby w połowie ich urządzania, właścicielom skończyły się środki. Więc zamiast jednego, spójnego stylu, urządzono je metodą “jak leci”. W naszym apartamencie mieliśmy więc różne, niepasujące do siebie meble, inną podłogę na parterze, inną na piętrze i tak dalej i tak dalej. Z moich obserwacji wynikało, że nieliczni goście w większości spędzali tu jedną noc, zapewne będąc przejazdem “w biznesach”. Aczkolwiek, trafił się też jeden dżentelmen, który przyjechał tu na kilkugodzinną “randkę” z koleżanką…
Po rozpakowaniu rzeczy, pojechaliśmy do pobliskiego Myśliborza. To jedno z tych miast, o których do niedawna nie wiedziałem nic. A jak już się czegoś o nim dowiedziałem, to zapragnąłem momentalnie je zobaczyć na własne oczy. Niestety, to co tego dnia ujrzałem, rozczarowało mnie i sprawiło, że pomimo tego, że mieliśmy doń niedaleko, nigdy tam nie zawitałem ponownie.
To nawet nie wina miasta. Tylko pogody. Ta była bowiem fatalna. Nie padało, ale niebo było stalowe, a powietrze ciężkie. W takich warunkach, wszystko dookoła nabierało szarej, posępnej tonacji. Podkreślała ona wszelkie niedostatki estetyczne Myśliborza. Których mu nie brakuje, bo choć może się on pochwalić rozlicznymi zabytkami, to jest to również miasto skromne, ubogie, nieco skapcaniałe. I to pomimo tego, że jest to ważny ośrodek turystyczny całego okolicznego Pojezierza.



Pozwoliliśmy sobie na mały spacer. Ale ani masywna, gotycka kolegiata, ani rynek nie wywołały w nas przyspieszonego bicia serca. Szczególnie, że przez środek miasta wiedzie ruchliwa trasa, było więc głośno oraz smrodliwie. Popołudniem Myślibórz był wręcz rozjeżdżany przez TIR-y. Ciężarówki nie mieściły się w bramie wjazdowej, więc musiały ją omijać, skutecznie korkując ruch w jedną i drugą stronę. Kłęby gęstego, czarnego dymu otulały zachowane z wojennej pożogi resztki średniowiecznych murów miejskich. Pomyślałem wtedy, że jest to chyba najsmutniejsze miasto jakie widziałem. Zrobiliśmy więc szybko zakupy spożywcze i wróciliśmy do Lasu, gdzie czekała na nas cisza oraz … brak zasięgu.
