środa, 25 lutego 2009

13.02 Ile czasu byłem w Chicago czyli piątek 13-tego

Ile czasu byłem w Chicago czyli piątek 13-tego

13.02

Uff.
Po wielu, wielu godzinach dosyć znojnej podróży, jestem w NYC znowu. Nowy hostel nieco chyba słabszy od poprzedniego, chociaż w wielu punktach lepszy. Jest nieco bliżej centrum, ale nie ma w pokoju telewizora :-(. Jest czysta łazienka ale nie ma w pokoju umywalki. Pokój mniejszy ale troszkę bardziej schludny :-) I tak dalej i tak dalej. Nieważne!
Podróż była dosyć znojna, jej ostatni etap czyli wędrówka do West Side z dwoma ciężkimi jak cholera plecakami to swoiste epitafium. Oba loty minęły w miarę ok, chociaż do Chicago nami mocno rzucało, a potem się długo opóźniliśmy i wylądowałem z godzinnym opóźnieniem. No ale zobaczyłem Wietrzne Miasto!!! Co prawda z daleka ale panorama centrum ładna – no same wieżowce, a pod nami podczas podejścia, domki raczej słabej jakości ale to oczywiste. Nie wyszedłem z samolotu podczas przerwy „technicznej” jak to ładnie nazwała flysiesta, więc ogółem spędziłem w nim dużo czasu. Nieco za dużo nawet. Lądowanie na LaGuardii to już inna bajka. Podejście i jego trasa to jedno wielkie wow!!! Niski przelot nad wieżowcami, nad Brooklynem, tego nie da się opisać, podczas wąskich skrętów miałem wrażenie, że zahaczymy skrzydłem o któryś z budynków. Lecieliśmy nisko i dosyć długo nad miastem, można było zobaczyć ludzi na ulicach i samochody. A do tego, oczywiście wielkie wrażenie czyli miasto świateł ciągnące się po horyzont, tym razem już nie z dupy strony!!! Powinni sprzedawać lądowania na LGA jako atrakcję turystyczną. Tak czy owak, moja zabawa w Big Easy się skończyła i pora na powrót do NYC, a za chwilę powrót do Polski – ale o tym się staram nie myśleć. Naprawdę, to niesamowite, że człowiek tak szybko się przestawia i zapomina o tym co robił ledwie ponad tydzień temu!!! Pisałem o tym wiele razy ale to naprawdę niesamowite i dziwne, jak jest skonstruowana nasza świadomość i pamięć. Z obecnej perspektywy pokoju hotelowego, cała wyprawa do NO wydaje się ledwie chwilą i... hmmm, czuje się jakbym się z NYC ruszył na pół dnia a nie na trzy doby. Figle :P
Idę na miasto, kupić coś do jedzenia i znowu pooddychać wielkomiejskim powietrzem, bez planu, bo na realizowanie planów przyjdzie pora jutro.
***
Pospacerowałem po mieście – jak zawsze solidnie i ku mojemu zdziwieniu odkryłem wiele ciekawych sklepów tuż obok mojego lokum. Niby chodzę tą ścieżką „od dawna”, a dopiero teraz zobaczyłem więcej. Cóż, podróże wyostrzają zmysły ...