Jedziemy do Białowieży. Trasa wiedzie przez Hajnówkę, która jest swoistą “bramą wjazdową” na teren parku. Szkoda, że to miasteczko jest tak brzydkie i nijakie. Z racji położenia, ma ogromny potencjał jako baza wypadowa. Ale nocować chyba lepiej gdzieś, gdzie jest mniej betonu i szarości. Na szczęście, tuż za jego granicami zaczyna się prawdziwa przyroda. Droga jest pusta i nader urodziwa. Las dookoła, chociaż to nie rezerwat, imponuje rozmiarami. Czuć było to całe “dostojeństwo”, chociaż może to siła sugestii. W wielu miejscach widać było jednak ścięte drzewa i puste place. No tak, Białowieża to tegoroczny temat nr 1 w mediach. Rok temu była to stadnina w Janowie, dwa lata temu - “wojna parawanowa”. A teraz wszyscy dookoła stali się ekspertami od drzew, kornika i wycinki. Nie mnie osądzać jaka jest prawda. Pobieżna analiza argumentów jednych i drugich pokazuje chyba, że prostej odpowiedzi nie ma. Szkoda, że zamiast normalnej dyskusji, media z lubością podsycały wzajemne oskarżenia, rzucając insynuacjami i kłamstwami. Dotyczy to obu stron tego żałosnego “konfliktu”, chociaż rząd i sam minister Szyszko też zrobił wiele, by do tego doprowadzić. Ich komunikacja ze społeczeństwem, delikatnie napisawszy, pozostawia wiele do życzenia. Tak mnie bolą te polsko-polskie wojny podjazdowe, że zrezygnowałem niedawno z korzystania z mediów. Zaglądam tylko tam, gdzie wiem, że nie będę miał styczności z polityką i wzajemnymi oskarżeniami. Tyle w temacie.

Odwiedziliśmy Rezerwat Pokazowy. Na ten sam pomysł wpadł chyba każdy turysta, który zatrzymał się w promieniu 50 km od Białowieży. Ludzi było więc sporo. Zwierzęta, w większości, poukrywały się przed oczami ciekawskich. Zobaczyliśmy za to żubry. Pierwszy raz w życiu. Jak to często bywa, największe podniecenie z tego powodu okazywałem oczywiście ja.

W Białowieży zjedliśmy dobry obiad. Zapisałem sobie, że kosztował nas blisko 200 zł. Dużo, ale jak rzadko kiedy, były to pieniądze dobrze zainwestowane. Szczególnie, że Gaba i Pola zjadły wszystko z apetytem, a lepszej rekomendacji przecież nie ma. Z pełnymi żołądkami wybraliśmy się na spacer po wiosce. Miła, zdecydowanie bardziej bogata niż Trześcianka, ale spójna z nią architektonicznie. Jest tam oczywiście cerkiew, domki są wielobarwne, ale najciekawszy teren to pobliski park, który z czasem przeradza się w rezerwat. Może kiedyś się tam wybiorę, obecnie, z dziećmi jest to raczej niemożliwe. A szkoda, bo przed wyjazdem zaczytywałem się w książce Adama Wajraka, nabierając wilczego apetytu na zgłębienie tajemnic Puszczy Białowieskiej.

