Postanowiliśmy pojechać do Świętej Lipki. To już Warmia, a droga miała nam zająć ponad godzinę, co dawało nadzieję, że na miejscu trafimy na inną, lepszą pogodę. No to ruszyliśmy. Najpierw niespiesznie mijaliśmy różne mazurskie miejscowości. Takie jak Harsz czy Sztynort. Szczególnie ten drugi jest uroczy i to pomimo zatłoczenia. To w końcu chyba najważniejsza przystań na Mazurach. Albo przynajmniej, jedna z najważniejszych.
W drodze do Świętej Lipki przejeżdżaliśmy przez Bezławki. Gdzie prowadzono jakieś wykopaliska archeologiczne, a kawałek dalej, na wzniesieniu zauważyłem Zamek. Co mnie zaskoczyło, bo nie zanotowałem, że po drodze natrafimy na taką atrakcję. To lubię właśnie na wakacjach. I to lubię w Polsce. Bo takich niespodzianek widuje całkiem sporo, najczęściej jednak, nie mogę się przy nich zatrzymać, bo dzieci śpią i szkoda je budzić dla tak prozaicznej potrzeby jaką jest gapienie się na jakiś kościół, zamek czy inną ruinę. Tym razem jednak nikt nie drzemał, więc zatrzymaliśmy się na chwilę, by mu się przyjrzeć.

To oczywiście dawna warownia krzyżacka. Wybudowana jako baza wypadowa na tereny Litwy oraz strażnica graniczna, mająca chronić dzisiejszy Kętrzyn. Budynek wydawał się być opuszczony, a już z całą pewnością, był mocno zapuszczony. Ale dzielnie się trzymał. Przez lata swojego istnienia pełnił nie tylko funkcje militarne, ale i sakralne. Był to bowiem kościół protestancki, a obecnie, zdaje się, że jest to jeszcze wciąż formalnie kościół katolicki.


Sama Święta Lipka nas trochę wymęczyła. Kościół jest z pewnością piękny, barokowy. Wnętrza również są wystawne i ociekają przepychem, zgodnie z zasadami epoki w jakiej powstały. Ale ludzi było za dużo, do tego, z czasem zaczęło padać, więc uciekliśmy szybko do samochodu. Może innym razem się uda podumać dłużej nad tym miejscem. Na pewno jest tego warte, bo oprócz bycia ważnym sanktuarium maryjnym, Święta Lipka to również bastion walki o polskość Warmii.




Z kronikarskiego obowiązku wypada wspomnieć, że popołudnie spędziliśmy w Kętrzynie (miałem ze sobą długopis!) oraz “naszej” Rusałce. Głównie na zabawach i cichej modlitwie, by jutro pogoda była bardziej łaskawa dla nas, maluczkich urlopowiczów.
