poniedziałek, 24 lipca 2017

24.07, Kierunek - Rosja! A nie, Elbląg!

Opuszczamy domek nad jeziorem Święcajty i ruszamy na zachód. Podróż trwa ponad trzy godziny i kończymy ją na Żuławach. Trasę doń wiodącą muszę zaliczyć do najpiękniejszych jakimi dane mi było do tej pory jechać. Pomiędzy Kętrzynem, Bartoszycami, Górowem Iławeckim, a Elblągiem mijaliśmy naprawdę przecudnej urody krajobrazy. Zarówno te naturalne, jak i stworzone ludzką ręką. Niejeden raz pożałowałem, że nie mogę się zatrzymać. Wiadomo, dzieci śpią. Żona śpi. A zabytki przecież mogą poczekać, skoro stoją już od stuleci.

Zainteresowała mnie również inna rzecz. A mianowicie, nazwy geograficzne. Wiele z nich brzmiało zaskakująco “teutońsko”, np. rzeczka Elma. Zupełnie jakby powojennej Komisji Ustalania Nazw Miejscowości zabrakło w pewnym momencie weny twórczej i wypadło akurat na ten region Ziem Odzyskanych. Tak swoją drogą, praca tego organu administracji publicznej to była dopiero ciekawa rzecz. Od zaledwie kilku osób zależało jak będą się nazywać rzeki, miasta i jeziora w ⅓ kraju. To była tytaniczna praca, która łączyła w sobie językoznawstwo, historię, no i wyczucie lokalnych niuansów. Zdarzyło im się kilka potworków językowych, ale ja najbardziej żałuję, że usunięto tak wiele “borków”, czyli nazw, które kończyły się na -bork. Ostał się Frombork, ale wiele nie miało szczęścia być tak znanymi. Np. Ządźbork, czyli dzisiejsze Mrągowo. No powiedzcie proszę, czy stara nazwa nie brzmi jak tajemnica? Inna sprawa, dla mnie trochę jednak kontrowersyjna, to fakt, że Komisja kilku miastom nadała nazwy od nazwisk zasłużonych. Srokowo jest na część przewodniczącego Komisji, Srokowskiego. Kętrzyn od Wojciecha Kętrzyńskiego, zaś taki Dzierżoniów od Jana Dzierżonia, czyli zasłużonego… pszczelarza. I przy okazji księdza. Któremu władza ludowa, w epoce rosnącego zamordyzmu stawia pomnik w postaci miasta noszącego niemalże jego nazwisko. PRL to był jednak czas wiecznych paradoksów.

Tak się tym wszystkim zadumałem, że źle pojechałem i … prawie wjechaliśmy na teren Rosji. Udało mi się znaleźć zawrotkę dosłownie metry przed szlabanem. Wykręciłem i uciekałem tak szybko, że tumany kurzu spod kół z pewnością przekroczyły granicę. Emocje jak na grzybach!

Nasz hotel, Folwark Żuławski był duży, przyjemny i położony w spokojnej okolicy, niedaleko Elbląga. To znaczy, okolica byłaby spokojna, gdyby nie to, że kilkaset metrów od nas, budowano trasę ekspresową. W Polsce trzeba jednak czasem przymknąć oko na pewne rzeczy. Jak je przymknąłem swoje to zobaczyłem, że za oknem mam piękny, żuławski pejzaż. “Krajobraz dla konesera”, jak głosi hasło reklamowe regionu. O tym czy już jestem koneserem miałem przekonać się przez kilka najbliższych dni.