Pogoda nad Żuławami była nadal słaba, więc ruszamy samochodem gdzieś dalej. Wybór pada na Piaski. Czyli, kolejny sentymentalny powrót na stare śmieci. Byliśmy tam pierwszy raz latem 2014 roku i się w tym miejscu zakochaliśmy. I chyba do tej pory nam nie przeszło. Piaski to prawdziwy koniec Polski. I to nie symboliczny, a jak najbardziej realny. Kilka kilometrów dalej jest granicą z Rosją. Nie ma tam nic, więc docierają tam nieliczni. Mam nadzieję, że to się nie zmieni, chociaż świat jest brutalny i wątpię, by to miejsce oparło się komercjalizacji na większą skalę.
Droga na miejsce, jak zawsze, sympatyczna. Trzeba przyznać, że ten region wybrzeża dosyć dynamicznie się rozwija. Stegna, Sztutowo, Kąty Rybackie - wszędzie budują się nowe pensjonaty, powstają nowe lokale. Krynica Morska (nazwana przez Gabę “Kryjówką Morską”, też ładnie) tandetna bez zmian. Zawsze się dziwię ludziom, którzy tam jadą na wakacje. Jak? Po co? Dlaczego? Nie mam odpowiedzi na te elementarne pytania. Nieważne to jednak. Po chwili wjeżdżamy w las i zostawiamy za sobą cały ten zgiełk. Nfda jego końcu czeka cisza oraz spokój. Mała “marina” na jachty. Sklep z wędzonymi rybami. Jadłodajnia “Krab”. No i nasze ulubione “Cztery Wiatry”, hotel i restauracja, w której się zatrzymywaliśmy przed laty.


Spędzamy trochę czasu na plaży. Pogoda robi się dobra, ale woda jest fatalna, zimna i pełna wodorostów. Pola patrzy się na fale z zainteresowaniem, a na jej buzi pojawia się coś w rodzaju sentymentalnego uśmiechu. Chyba jej się to wszystko podoba. Nie dziwię się, bo miłość do morza, powinny moje dzieci odziedziczyć po swoim ojcu.

***
Przejechaliśmy łącznie 2.500 kilometrów. Czyli, jak z Warszawy do Barcelony! Po powrocie do domu nie miałem wątpliwości, że był to nader udany wyjazd. Zdecydowanie lepszy od zeszłorocznego (z wiadomych powodów - praca!), różnorodny i pełen ciekawych przeżyć. Jedyne z czym miałem problem to fakt, że nie było jeszcze połowy wakacji, a my byliśmy już “po”. Zaś najbliższe tygodnie w biurze zapowiadały się niezwykle intensywnie, więc szansa żeby gdzieś jeszcze pojechać rysowała się na horyzoncie nader mgliście.
