sobota, 22 lipca 2017

22.07, Cały dzień w Kale

Modlitwy zostały wysłuchane. W południe chmury zniknęły, wyszło słońce, a my ruszyliśmy na plażę. Na plażę w Kale. Trzeba przyznać, że nazwa nieszczególna. Kal to półwysep, położony zresztą niemalże na wprost naszej Rusałki, tyle, że po drugiej stronie Jeziora Święcajty.

To był bardzo leniwy i spokojny dzień. Żadnego zwiedzania. Chyba, że “przy okazji”. Ania z Gabą spędziły czas w piasku i w wodzie. A ja się nudziłem. Więc, gdy przyszła pora drzemki, wybrałem się z Polą na spacer. Najpierw wędrowałem wzdłuż jeziora. Minąłem jakieś ośrodki, mariny i pojedyncze zabudowania. A następnie wdrapałem się na małe wzniesienie, na szczycie którego znajdował się niezwykle klimatyczny cmentarz wojenny z czasów I WŚ, otoczony niskim murkiem z polnych kamieni. Na którym to cmentarzu spoczywali głównie Niemcy, często bardzo młodzi. Widoki na jezioro i lasy były naprawdę miłe. Zachęcały do zadumy. Szczególnie, że byłem tam sam, a Pola smacznie sobie spała.



Na obiad pojechaliśmy do “Góry Wiatrów”. To hotel i restauracja położone z dala od głównych dróg. Znowuż, bardzo sympatyczne miejsce, gdzie można było zjeść i odpocząć. Kawałek dalej znajdował się spokojny Port Trygort. Posiedzieliśmy tam trochę, pogapiliśmy się na łódki. Wstyd się przyznać, że nigdy nie pływałem po jeziorach. A myślę, że spodobałoby mi się takie podróżowanie. Może na zwiedzanie Mazur z tej nowej perspektywy przyjdzie jeszcze czas.